sobota, 22 marca 2014

Rozdział 20

 Cześć wszystkim. Wiem, że długo mnie nie było. Nie mam nic na swoją obronę, nawet nie wiem, czy ktoś jeszcze o mnie pamięta. W sumie to nie miałam czasu pisać, ale weny też nie miałam. Nie wiem jak wyszło to co jest, może oceni ten kto zaglądnie. Czekam na opinie odwiedzających :)



                                                      ( 7.30, wtorek )
Kiedy Hermiona obudziła się, jej współlokatorki już krzątały się po pokoju. Szatynka przetarła zaspane oczy i spojrzała na łóżko Katriny. Było puste. Parvati widząc jej spojrzenie uśmiechnęła się nieco.
- Szybko wstała. Godzinę temu już jej nie było - wyjaśniła i wróciła do czesania długich włosów.
 Łóżko wyglądało tak, jakby nikt nie spał na nim tej nocy. Idealnie rozłożony koc nie miał żadnych zmarszczek. Na poduszkach spała Avada nie zwracając uwagi na osoby biegające po pokoju. Hermiona wstała ze swojego łóżka i zabrała rzeczy z szafki i poszła do łazienki. Kiedy wychodziła usłyszała jadowity głos Lavender.
- Jej tutaj wcale nie było w nocy - mówiła - Obudziłam się a jej łóżko było puste. To zabawne, że nikt o tym nie wiedział. Mam nadzieję, że już niedługo ją stąd wywalą.
- Daj spokój, Lavender - przychamowała ją Parvati - Przesadzasz jak zwykle. Może po prostu ci się to przyśniło. Po co Katrina miałaby się włóczyć nocą po zamku ?
- Nie wiem. Ale na pewno coś jest nie tak - fuknęła Lavender - Dlaczego mi nie wierzysz ?
- Bo wiem, że od samego początku jej nie lubiłaś. Skąd mam wiedzieć, że nie chcesz się jej po prostu pozbyć wymyślając jakieś bzdurne historyjki ? - zapytała czarnowłosa i wyszła z pokoju zabierając torbę z książkami.
 Hermiona wyszła z łazienki, zabrała swoje rzeczy i szybko wybiegła z dormitorium. W pokoju wspólnym czekali już Harry i Ron.
- Gdzie Katrina ? - zapytał natychmiast Potter nie widząc dziewczyny.
- Nie wiem. Nie ma jej w pokoju - wyjaśniła Hermiona i dodała ciszej, żeby nikt nie usłyszał - Laveder twierdzi, że nie było jej w nocy. Nie wiem czy to prawda, ale teraz jej nie ma i nie mam pojęcia gdzie może być.
                                                                ***
  Kiedy Katrina otworzyła oczy zobaczyła nad sobą jasny sufit. Wszędzie było cicho. Podniosła się na łokciach i rozejrzała dookoła.
- Nie do wiary - mruknęła rozpoznając Skrzydło Szpitalne.
- Już się obudziłaś ? - odezwał się energiczny kobiecy głos.
 Odwróciła się i ujrzała za sobą kobietę w średnim wieku. Miała na sobie biały fartuch. Poppy.
- Tak - przyznała - Jak długo tu jestem?
- Byłam pewna, że pośpisz dłużej - pielęgniarka spojrzała na zegarek - Jesteś tu tylko kilka godzin. Kolacja zacznie się za kilka minut. Ty naturalnie zostaniesz tutaj.
- Dlaczego ? - zapytała Katrina.
- To zalecenie samego dyrektora - oznajmiła.
- Rozumiem - powiedziała brunetka uspokajająco i rozejrzała się .
 Swoje ubranie znalazła czyste i idealnie poskładane na krześle tuż obok łóżka.
- Czy ktoś wie, że tutaj jestem ? - chciała wiedzieć Trina.
- Nie wydaje mi się. Z tego co wiem, przyjaźnisz się z Potterem, a on nigdy nie zostawia swoich przyjaciół. Nie było go tu dzisiaj. Jeszcze - dodała.
- Okej - wymruczała uczennica - Czy mogłabym dostać szklankę wody ?
- Oczywiście - zgodziła się Poppy i wyszła z sali.
 Katrina natychmiast wyskoczyła z łóżka czego zaraz pożałowała. Zakręciło jej się w głowie. Zachwiała się lekko, ale nie straciła równowagi. Ubrała się w ekspresowym tempie i wyszła zanim wróciła pielęgniarka. Na korytarzach nie było wiele osób. Jedna czy dwie. Wszyscy byli już na kolacji. Dziewczynie żołądek skręcał się z głodu więc skierowała się do Wielkiej Sali. Kiedy dotarła pod masywne wrota spojrzała na zegarek. Posiłek trwał dopiero 5 minut. Otworzyła drzwi i wszystkie głowy natychmiast skierowały się w jej stronę. Nie zwracając na to uwagi jak gdyby nigdy nic podeszła do stołu Gryfonów i zajęła swoje miejsce obok Harry'ego.
- Gdzie byłaś ? - zapytał natychmiast.
 W jego głosie usłyszała zdenerwowanie i troskę.
- Spałam - odpowiedziała po prostu Katrina i zabrała się za kolację.
 Wcale nie kłamała. Spała, tylko że w szpitalu. Poczuła na sobie czyjś wzrok i spojrzała na stół nauczycielski. Albus i Minerva patrzyli na nią zdumieni. W końcu miało jej tam nie być. Severus wyraźnie ją ignorował dając jednoznacznie do zrozumienia, że to co było w nocy już się nie zdarzy. Dziewczynie to odpowiadało. Uwielbiała go denerwować. Uśmiechnęła się anielsko do dyrektora i nauczycielki i wróciła do posiłku. Hermiona parzyła na przyjaciółkę zaciekawiona, Ron wyglądał jakby chciał jej coś powiedzieć, ale nie wiedział jak zacząć. Ginny w ogólnie nie było przy stole. Ledwie skończyła jeść tuż za nią pojawiła się nauczycielka transmutacji.
- Katrino ... - zaczęła z wahaniem patrząc na jej przyjaciół.
- Och, przepraszam, że się spóźniłam, pani profesor. Po prostu zasnęłam. Byłam okropnie zmęczona, ale już jest lepiej. Czuję się dobrze i nie ma powodu do zmartwień - uspokajała ją dziewczyna nie zdradzając gdzie była, żeby nie narobić sobie i kobiecie kłopotów.
- Mam taką nadzieję - przyznała Minerva i odeszła życząc im dobrej nocy.
 Jej wypowiedź wzbudziła jeszcze większą ciekawość, ale przynajmniej nic nie wiedzieli. Katrina wstała od stołu.
- Nie wiem jak wy, ale ja wracam do pokoju - oznajmiła i spojrzała na Hermionę - Zadano coś dzisiaj ?
- Esej z eliksirów na dwie rolki pergaminu o właściwościach łuski smoka i zaklęcie Confringo. Nie wiem dlaczego profesor Flitwick uczy nas tego zaklęcia - przyznała.
- W porządku. Dziękuję - brunetka wróciła do dormitorium.
 Napisała wypracowanie dla Snape'a i położyła sie do łóżka. Nie chciała przyznać tego sama przed sobą, ale nie czuła się najlepiej. Miała nadzieję, że jeszcze kilka godzin snu poprawi jej samopoczucie. Avada położyła się obok niej i zaczęła cicho mruczeć. Ten dźwięk skutecznie uśpił nastolatkę.

                                                    ( Dwie godziny wcześniej, na kolacji )
- Gdzie jest Katrina ? - denerwował się Harry co chwila spoglądając na drzwi.
- Spokojnie, Harry - uspokajał go Ron - Przecież wiesz, że nie trzeba się o nią martwić - troska w jego głosie przeczyła słowom. Pomimo wszystko on też zastanawiał się gdzie podziewa się nastolatka. Nadal nie miał okazji jej przeprosić.
- Może powinniśmy zapytać profesor McGonnagal - zaproponowała Hermiona. Martwiła się. Od rana nie widzieli Katriny, ani nie słyszeli o żadnym jej wybryku, co ich przerażało.
- A co to nam pomoże ? - zapytał Ron.
- Nauczyciele na pewno coś wiedzą - zauważyła szatynka.
- Może masz rację ... - powiedział Harry i zaczął się podnosić.
 W tym samym momencie drzwi Wielkiej Sali otworzyły się i stanęła w nich Katrina. Wszystkie głowy skierowały się w stronę nowo przybyłej. Ta, nic sobie z tego nie robiąc podeszła do stołu gryfonów.
- Cześć -  usiadła na swoim miejscu nakładając sobie na talerz jedzenie.
- Gdzie byłaś ? - zapytał natychmiast Harry. Jego głos drżał ze zdenerwowania.
- Spałam - odpowiedziała mu spokojnie nie przestając jeść.
 Harry spojrzał pytająco na Hermionę. Przyjaciółka pokręciła przecząco głową, a Katrina zdawała się tego nie zauważać. Katriny nie było w dormitorium. Kłamała. Ale dlaczego ? zastanawiał się brunet.
- Katrino ... - profesor McGonnagal stanęła tuż za dziewczyną. W jej głosie było wahanie, jakby chciała o coś zapytać. Bezradnie spojrzała na Harry'ego, Ron'a i Hermionę.
- Och, przepraszam, że się spóźniłam, pani profesor. Po prostu zasnęłam. Byłam okropnie zmęczona, ale już jest lepiej. Czuję się dobrze i nie ma powodu do zmartwień - uspokajała ją dziewczyna.
 Harry zauważył, że nie powiedziała gdzie dokładnie spała. Zastanowiło go także dlaczego zapewniała nauczycielkę, że nie ma powodu do zmartwień. Czy była chora ? Chłopak poczuł ból głowy. Te wszystkie pytania go przytłaczały.
- Mam taką nadzieję - westchnęła nauczycielka transmutacji i żegnając ich cicho oddaliła się. Wróciła do stołu nauczycielskiego i zaczęła cichą rozmowę z dyrektorem. Co chwila oboje spoglądali na nową uczennicę.
 Katrina skończyła kolację i wstała od stołu.
- Nie wiem jak wy, ale ja wracam do pokoju - powiedziała głośno i spojrzała na Hermionę - Zadano coś dzisiaj ?
- Esej z eliksirów na dwie rolki pergaminu o właściwościach łuski smoka i zaklęcie Confringo. Nie wiem dlaczego profesor Flitwick uczy nas tego zaklęcia - Hermiona pamiętała dosłownie wszystko.
- W porządku. Dziękuję - pożegnała przyjaciół i wyszła z sali.
- Co to miało być ? - zapytał Harry.
- Nie mam pojęcia - przyznała Hermiona rozumiejąc o co chodzi przyjacielowi. Ona też zwróciła uwagę na wykrętne odpowiedzi brunetki.
- O co chodzi ? - Ron jak zwykle nie miał pojęcia co się dzieje.
- O nic - zbagatelizowała sprawę Hermiona - Coś jest nie tak - dodała zwracając się do Harry'ego i wróciła do kolacji.
 Po 20 minutach przyjaciele wyszli z sali i wrócili do Pokoju Wspólnego. Usiedli na kanapie przed kominkiem i odrobili prace domowe. Hermiona skończyła jako pierwsza. Pożegnała przyjaciół i poszła do dormitorium. Harry i Ron posiedzieli jeszcze pół godziny i sami poszli do łóżek. Harry leżąc z zamkniętymi oczami zastanawiał się, co takiego Katrina ukrywa.
                                                                            ***
 Nadeszła sobota. Koniec pierwszego tygodnia w szkole i pierwszy szlaban u Snape'a. Katrina obudziła się w niezbyt dobrym nastroju. Ledwie świtało. Nie mogła spać. Wzięła prysznic i zaczęła szukać ciuchów. Wybrała czarne rurki, czerwoną bluzkę, czarną, skórzana kurtkę i czarne adidasy. Była 5.26. Nikt nie zobaczy, że nie ma na sobie szaty. Wymknęła się z dormitorium uprzednio zostawiając Avadzie kilka smakołyków. Na korytarzach nie było nikogo. Cały zamek był nadal uśpiony. Prawie. Wychodząc zza rogu wpadła na kogoś, albo raczej na coś. Mały, domowy skrzat przewrócony siłą zderzenia leżał na podłodze. Zamiast zostawić go, jakby zrobił ktoś inny podeszła bliżej.
- Przepraszam - Katrina podała mu dłoń.
 Skrzat patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami i niepewnie przyjął pomoc. Miał długi, cienki nos i ogromne oczy zajmujące niemal całą twarz. Duże odstające uszy jakby dodawały mu wzrostu.
- Zgredek przeprasza - wymamrotał składając głęboki ukłon. Jego nos niemal zetknął się z podłogą - Gdyby Zgredek wiedział, że ktoś nie śpi byłby ostrożniejszy. Zgredek prosi o wybaczenie ...
- Spokojnie - starała się mu przerwać dziewczyna - Ja też nie uważałam. Uznajmy, że jesteśmy winni po równo. Co ty na to ? - zapytała z delikatnym uśmiechem.
 Skrzat Zgredek jakby nie wierzył własnym uszom.
- Pani nie jest zła ? - pisnął zaskoczony.
- Nie. To mogło się zdarzyć każdemu - przyznała - Czy tak ?
 Stworzonko gorliwie pokiwało głową a jego uszy zafalowały gwałtownie.
- To mamy jasność. Jestem Katrina - przedstawiła się.
- Zgredek, jaśnie panienko.
- Żadna panienka. Po prostu Katrina - zawsze wiedziała, że skrzaty mają wiele szacunku do czarodzieji.
- Dobrze, panienko - zgodził się skrzat.
 Brunetka zaśmiała się rozbawiona.
- Jeśli można ... co panienka robi tu o takiej porze ? - zapytał nieśmiało.
- Idę na spacer. Nudzę się - wyjaśniła - Właśnie szłam do Sali Wejściowej.
- Zgredek będzie zaszczycony mogąc odprowadzić panienkę.
- Proszę bardzo. Dawno nie spotkałam żadnego skrzata - uśmiechnęła się Katrina - Jak cię tu traktują ?
 Dziewczyna miała nadzieję, że chociaż skrzaty mieszkające w zamku nie są traktowane jak niewolnicy. Zgredek natychmiast zaczął opowiadać o dobroduszności Dumbledore'a ; o dobrych warunkach dla skrzatów i o ich przyzwoitym traktowaniu. Jego oczy jaśniały jak dwie żaróweczki.
- Dlaczego wcześniej cię nie spotkałam ? - zapytała Katrina, kiedy skrzat skończył swój monolog.
- Skrzaty wolą nie wychodzić, kiedy uczniowie nie śpią, panienko. Czasami skrzaty nie chcą zostać zauważone, przez niektórych - Zgredek ze smutkiem pokręcił głową.
- Fox - usłyszała za sobą drwiący głos. Jej humor jeszcze się pogorszył.
 Odwróciła się i spojrzała Malfoy'owi prosto w twarz. Od pamiętnej sceny wtorkowego popołudnia unikała go jak ognia. Gdyby znów go uszkodziła mogłaby mieć niezłe kłopoty. Usłyszała cichutkie kroki i spojrzała na skrzata. Patrzył na blondyna, jakby zobaczył złego ducha.
- Nie chcą zostać zauważone przez uczniów pokroju Malfoy'a - domyśliła się Katrina.
 Zgredek przytaknął nie przestając się cofać. Draco zauważył, że nie są sami. Widząc jej towarzysza wybuchnął szyderczym śmiechem.
- Nie masz już nikogo lepszego do towarzystwa ? - zapytał i spojrzał na skrzata z pogardą - Powinienem był wiedzieć, że wylądujesz jeszcze niżej niż byłeś. Tak jest cena za zdradę - ostatnie słowa niemal wywarczał.
 Przerażony skrzat odskoczył do tyłu.
- Odwal się, Malfoy - fuknęła Katrina - Bo ty ZNOWU wylądujesz w Skrzydle Szpitalnym - ostrzegła podkreślając słowo " znowu ".
- Nie strasz mnie. Raz ci się udało, ale nie masz szans. Bicie kobiet nie jest zbyt honorowe, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek - wyznał z drapieżnym uśmiechem.
- Oczywiście, że możesz - zgodziła się słodziutko - Twój honor przecież nie istnieje.
 Uśmiech zniknął z jego twarzy. Zastąpiła go zimna wściekłość.
- Nie prowokuj mnie - poradził.
- To spieprzaj, zanim uznam, że jednak nie zasługujesz na litość.
 Zgredek patrzył to na jedno, to na drugie nie wiedząc co robić. Młody Malfoy wyciągnął różdżkę i wycelował w Gryfonkę.
- Nie potrzebuję twojej litości - wycedził lodowato.
 Skrzat stanął przed dziewczyną z zaciętą miną.
- Nie wolno krzywdzić panienki - wypiszczał Zgredek.
- Obrońca się znalazł - prychnął.
- Co się tu dzieje ? - usłyszeli zdenerwowany głos.
 Po chwili podbiegła do nich profesor Sprout. Ślizgon schował różdżkę.
- Nic, pani profesor. Po prostu rozmawiamy - odezwał się niewinnie, ale jego oczy nie miały w sobie nic z niewinności.
- Dokładnie - poparła go Katrina, chociaż słowa ledwie przechodziły jej przez gardło. Nie miała ochoty patrzeć na tego idiotę.
 Profesorka niezbyt im wierzyła, ale skoro oboje się zgadzali ... Spojrzała na domowego skrzata nadal stojącego przed nastolatką.
- Coś się stało, Zgredku ? - zapytała widzac jego niepewny wzrok.
 Skrzat spojrzał na Katrinę szukając pomocy. Gryfonka ledwo dostrzegalnie pokręciła głową.
- Nic. Zgredek sprzątał. Już wraca - pisnął skrzat i deportował się.
- A tak w ogóle to co robicie tutaj tak wcześnie ? - zainteresowała się kobieta.
- Chciałam wyjść na spacer - powiedziała Katrina nie kłamiąc.
- A pan, panie Malfoy ? Też pan szedł na spacer ? - zapytała go czarownica.
- Mniej więcej.
 Profesorka patrzyła na nich przez chwilę. Potem uśmiechnęła się domyślnie i odeszła nucąc coś pod nosem. " Zakochani, zakochani " usłyszała w jej myślach brunetka.
-Jasna cholera - zaklęła Katrina, kiedy nauczycielka zniknęła za zakrętem - Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego ?
- A ty ? - odparował.
- Ja powiedziałam prawdę. Przysięgam, jeśli ... - urwała. Omal nie powiedziała " ... jeśli powie komuś, że jesteśmy zakochani, zabiję cię "
- Jeśli ... co ? - sarknął chłopak.
- Nieważne - warknęła - Odwal się ode mnie.
 Poszła do Sali Wyjściowej i wyszła na błonia. Chłodny wiatr nieco ją uspokoił. Nie było sensu przejmować się Malfoy'em, ani domysłami zupełnie obcej kobiety. Ona, Katrina, wiedziała, że to nie jest prawdą i to było najważniejsze. Spacerowała przez jakiś czas aż zupełnie ochłonęła. Wróciła do szkoły tuż przed śniadaniem. Wróciła do dormitorium, żeby założyć szatę. Nikogo nie było. Po kilku minutach weszła do Wielkiej Sali. Dosiadła się do przyjaciół i zjadła śniadanie rozmawiając z nimi o zupełnie nieważnych rzeczach. Nim skończyła podszedł do niej Snape.
- Czego ? - zapytała nieprzyjemnie.
- Szlaban - przypomniał jej z zadowolonym uśmieszkiem - Do mojego gabinetu. W tej chwili.
 I odszedł. Katrina westchnęła zirytowana. Chcąc nie chcąc powlokła się za nim. Przyjaciele żegnali ją smutnymi spojrzeniami. Czuła, że jeśli Snape spróbuje ją sprowokować, to ona nie wytrzyma. Na śniadaniu spędziła nie więcej niż 10 minut i niewiele zjadła co nie było dla niej problemem.Bez pukania weszła do kwater Severusa. Mężczyzna siedział przy biurku naprzeciw drzwi. Spojrzał na nią z drwiną.
- Wiedziałem, że nie zadasz sobie trudu, żeby zapukać. Minus 5 punktów dla Gryfindoru - uśmiechnął się wrednie.
 Jeszcze jedno słowo a już nikomu nie odejmiesz punktów, pomyślała mściwie i nie pytając o pozwolenie usiadła w głębokim skórzanym fotelu. Na kanapie pod ścianą siedział Malfoy, bardzo zadowolony z kolejnej kary dziewczyny. Nie zadała sobie trudu, żeby wymyślić co chciałaby z nim zrobić.
- Na czym polega szlaban ? - zapytała obojętnie.
- Dojdziemy do tego. Zastanawiałem się, czy któreś z was byłoby na tyle skore do rozmowy, żeby wyjaśnić przyczynę waszej ... różnicy zdań w pociągu - powiedział patrząc na nich wyczekująco.
 Tak jak wtedy, żadne z nich nie zabrało głosu. Nie potrzebowali interwencji w swoich porachunkach. Po chwili Snape stracił cierpliwość.
- W porządku. Możecie milczeć. Mogę was tylko ostrzec, że to się nie opłaci - oznajmił - Szlaban zacznie się dopiero wieczorem. Wasza dwójka pójdzie do zakazanego lasu. Tam ...
- Do Lasu ? Przecież to jest zabronione - zaprotestował Malfoy.
- Skoro ja mówię, że macie tam iść to chyba jednak nie jest zabronione - wycedził nauczyciel i kontynuował przerwane zdanie - Tam znajdziecie dla mnie kwiat - Vecento. Zakwita tylko w nocy, więc macie kilka godzin.
- I to wszystko ? Iść do lasu ? - zapytała Katrina.
- Na twoim miejscu nie przyjmowałbym tego tak lekko. Biorąc pod uwagę jacy jesteście zgodni i to, że nawzajem się kryjecie mam nadzieję, że wrócicie przed świtem bez większego uszczerbku na zdrowiu - jego mina nadal była obojętna, ale w jego oczach była tylko złośliwa satysfakcja.
- Jakoś to będzie - stwierdziła Katrina podnosząc się - Równo o 22.00 masz się stawić w Sali Wejściowej, Malfoy, bo jak nie to przyjdę i wytargam cię za te blond kudły. Nic mnie nie obchodzi, czy się boisz, dotarło ? - zapytała i nie czekając na odpowiedź wyszła z gabinetu.
 Wróciła do pokoju wspólnego gdzie czekali na nią przyjaciele. Słysząc o formie szlabanu mieli identycznie przerażone miny.
- Uczniowie nie mogą wchodzić do Zakazanego Lasu - stwierdziła Hermiona - Profesor Dumbledore sam to powiedział.
- Widać wyjątkowo zmienił zdanie - mruknęła Katrina - To jeszcze nie jest tak źle.
- Do lasu z Malfoy'em nie jest tak źle ? - zapytał Ron.
 Zachowywał się zupełnie inaczej niż wcześniej. Już nie był na nią wściekły i martwił sie jej nocną wyprawą jak reszta.
- Nie. Nic się przecież nie stanie - wzruszyła ramionami brunetka - A teraz to i tak nie ma znaczenia. Muszę iść.
 Przytaknęli z ociąganiem. Ron nabrał powietrza i spojrzał na nią niepewnie.
- Możemy porozmawiać ? - zapytał w końcu.
- Jasne - Katrina podniosła się i oboje usiedli w kącie poza zasięgiem, słuchu innych uczniów.
- Ja ... no ... - zaczął się jąkać chłopak - Chciałem ... przeprosić - wykrztusił w końcu.
 Wiedziała, że to nie koniec, więc siedziała cicho.
- Ja po prostu ... no wiesz ... To jest takie dziwne. Do tej pory byliśmy tylko we trójkę. A nagle zjawiasz się Ty i wszystko się zmienia - wziął głęboki oddech - Rozumiem, że możesz mi nie wybaczyć, ale ... przepraszam.
- W porządku - wzruszyła ramionami i wstała. Jak dla niej sprawa była załatwiona.
- I tyle ? - wytrzeszczył na mnie oczy.
- A co jeszcze ? - zapytała - Nie chowam urazy. Jak dla mnie jest ok.
- No to dobrze - też wstał i wyciągnął do niej rękę. Ten sztywny gest sprawił, że sytuacja stała się jeszcze bardziej niezręczna. Uścisnęła jego dłoń i nie patrząc na nikogo poszła do dormitorium.
 Usiadła na łóżku i spojrzała w okno. Było przedpołudnie. Zobaczyła pocztę na stoliku obok łóżka Hermiony i zdała sobie sprawę, że odkąd przyjechała, nie napisała do nikogo. Nie dała znać, co się z nią dzieje. Z lekkim poczuciem winy wyjęła z kufra pergamin, pióro i atrament. Nigdy nie była wylewna i nie wiedziała co napisać. Wiedziała, że na pewno powinna pominąć formy szlabanu i same szlabany. Była tu dopiero tydzień. Koniec końców list do Alanny był zdawkowy i ogólnikowy. Żadnych szczegółów czy radosnych nowin. Za to list do Sean'a i Ike'a był dość długi. Pisała o wrażeniach, nauczycielach, szlabanach i Umbridge. Wyrażenie swojego zdania o tej różowej wariatce zajęło jej całą stronę. Na razie nie zamierzała wspominać o Malfoyu. W końcu zakleiła oba listy i poszła do sowiarni gdzie umieszczony został również Avis. Sokół sfrunął na jej wyciągnięte ramię. Przywiązała oba listy i podając instrukcję wysłała w drogę. Było dopiero południe. Z czystej ciekawości zajrzała do biblioteki. Nie była tak obszerna jak Czarnego Pana, ale robiła wrażenie. Przechadzała się między regałami przeglądając tytuły. Przechodziła właśnie do kolejnego rzędu kiedy zauważyła grupkę ślizgonów. Oczywiście był wśród nich Malfoy. Zgrzytnęła zębami. Wskazywali na chudego chłopca szukającego czegoś w dziale zaklęć. Dziewczyny chichotały słysząc wypowiedzi Dracona i jego kumpli. Katrina przyjrzała się obiektowi ich żartów. Te czarne włosy kogoś jej przypominały. Kiedy spojrzał w bok jakby wyczuwając na sobie spojrzenie ślizgonów, poznała go natychmiast. Philip, chociaż młodszy był bardzo podobny do brata. Wcześniej jakoś nie pomyślała, że może spotkać go w szkole. Uśmiechnęła się lekko. Przeszła obok mieszkańców domu Węża jakby ich tam nie było i podeszła do chłopaka. Grupka prześmiewców wskazywała na nich palcami ale miała to gdzieś. Oparła się o regał obok niego.
- Cześć, Philip - odezwała się.
 Chłopak wyprostował się gwałtownie i spojrzał jej w twarz. Po chwili przypomniał ją sobie i uśmiechnął się.
- Cześć ... Katrina - odpowiedział - Gratulacje. Gryffindor jest super.
- A ty gdzie trafiłeś ? - zapytała bo nie widziała go wcześniej przy żadnym ze stołów.
- Ravenclaw - przyznał się - Nie jestem tak odważny, by znaleźć się w Gryffindorze.
- Nie odwaga jest najważniejsza. Tak naprawdę, żeby znaleźć się w domu Gryffindora trzeba nie mieć instynktu samozachowawczego i działać pod wpływem impulsu - mruknęła.
- To chyba naprawdę się tam nie nadaję. Wolę się uczyć. Za to z tego co słyszałem o tobie to ty pasujesz tam doskonale - zaśmiał się niepewnie.
- Wiem, wiem. Każdy mi to mówi - stwierdziła - Na którym jesteś roku ?
- Czwartym.
- Podejrzewam, że Lisa zacznie dopiero w przyszłym roku - zauważyła Katrina.
- Tak. Chociaż wolałbym, żeby nie znalazła się tu, póki Malfoy nie skończy szkoły - powiedział Philip.
- Też bym chciała, żeby go tu nie było - zerknęła na blondyna - Działa mi na nerwy.
- Tak, ale przynajmniej nie jest podobny do Dursley'a.
- Próbował czegoś później ? - zapytała.
- Nie. Chyba naprawdę go przestraszyłaś - powiedział i wyjął książkę z półki.
 Razem ruszyli do wyjścia. Katrian milczała przez chwilę, ale musiała zapytać.
- Co dokładnie powiedział ci o mnie Ike ? - wypaliła.
 Spojrzał na nią spod uniesionych brwi.
- Nic takiego. W sumie to mówił tylko o tym jaka jesteś lekkomyślna i impulsywna. I biadolił, że przez ciebie dostanie ataku serca i przedwcześnie posiwieje. Nic poza tym - wyjaśnił.
- Dzięki. Wiem, że to dziwne pytanie, ale ... - zawiesiła znacząco głos.
- Rozumiem. Macie swoje tajemnice. Ja w to nie wnikam - oznajmił i ruszył w przeciwnym kierunku. Odszedł już dość daleko kiedy zawołał ją po imieniu. Kiedy spojrzała na niego, powiedział głośno, żeby go usłyszała - Nie ważne co by o tobie powiedział, czy co byś zrobiła. On i tak cię kocha, chociaż nigdy się do tego nie przyzna - i odszedł.
 Brunetka patrzyła na jego plecy kiedy znikał za zakrętem. Kilkoro uczniów patrzyło na nią z zaciekawieniem. Katrina wzięła głęboki oddech i poszła do wieży Gryffindoru. Kiedy weszła do pokoju wspólnego uczniowie patrzyli na nią z dziwnym wyrazem twarzy. W myślach jednego z nich widziała scenę przed biblioteką i była pewna, że wiadomość rozejdzie się po całej szkole do kolacji. Westchnęła i poszła do dormitorium. Na szczęście było puste. Wyjęła z kufra własną książkę o magicznych roślinach szukając kwiatu który chciał Snape. Znalazła tylko krótki opis wyglądu i najogólniejsze informacje. Zła wrzuciła książkę na dno kufra. Miała nadzieję dowiedzieć się, do czego Severus chce wykorzystać roślinę.
- Do diabła - mruknęła.
- Co jest ? - zapytała Parvati wchodząc do dormitorium.
- Nic - westchnęła - Jestem zmęczona.
- Tylko ? Bo widzę, że masz strasznie podły nastrój - stwierdziła dziewczyna.
- Źródło mojego nastroju można określić jednym słowem, " Malfoy " - powiedziała zielonooka.
- Nie przeczę, że potrafi zaleźć za skórę - przyznała Parvati - Ale jednak ma w sobie To coś.
 Katrina wytrzeszczyła na nią oczy. Nie wiedziała co na to powiedzieć. Współlokatorka uśmiechnęła się domyślnie i wyszła. Znów została sama. Avada zniknęła rano i wciąż nie wracała. Postanowiła nie szukać kotki. Wiedziała, że i tak wróci. Znudzona położyła głowę na poduszkę i niemal natychmiast zasnęła.
______________________________________________________________________
 To chyba na tyle. Oceniajcie i piszcie opinie w komentarzach. Szczerze. Postaram się niedługo dodać następny bo mam na tyle materiału, że powinno wystarczyć. Dobranoc :*

1 komentarz:

  1. Sorry, że dopiero teraz, ale 2 dni czytałam ten rozdział. Nie miałam ogólnie czasu. Teraz mogę spokojnie skomentować. Soł,
    st - powtórzenia i literówki
    nd - za długi jak na mnie
    rd - wow, podziwiam cię, że taki długi rozdział napisałaś .
    Czekam na następne. Mam nadzieję, że niedługo i ja coś opublikuję :) 3mkaj sie

    OdpowiedzUsuń